Przyznaj, zastanawiałaś się nad tym tysiące razy. Pewnie przeczytałaś różne mądre książki, artykuły 
w prasie, różne teorie na temat dysleksji i innych trudności uczenia się. Może nawet zdarzyło ci się myśleć, że gdybyś w ciąży nie wypiła tej coli, może gdybyś nie zjadła tego hamburgera, albo tego pysznego ciastka 21 kwietnia o 16.34 Kubuś czy Zosia byliby jak inne dzieci… Albo, że może gdybyś się nie zdenerwowała i nie nakrzyczała na niego lub na nią, że rozlał(a) w kuchni sok albo rozsypał(a) z paczki makaron byłby(byłaby) teraz normalnym (czytaj : umiejącym czytać) dzieckiem…
Od razu mówię – nie.

Z twoim dzieckiem nie dzieje się nic złego i nic mu złego nie zrobiłaś!

Tak bardzo chcemy, żeby nasze dzieci były szczęśliwe ! Żeby były mądre, dobre, pełne życia… 
A czasem nam się marzy, żeby były sławne, dostały nagrodę Nobla z fizyki, zrobiły coś pięknego, pożytecznego… I może tak się stanie. Może twoje dziecko odkryje, dlaczego na Wyspach Wielkanocnych stoją 10-metrowe moai i przez kogo zostały zrobione albo wynajdzie szczepionkę na depresję… Życzę ci, żeby tak się stało.  A może zostanie szczęśliwym hydraulikiem lub doskonałym piekarzem? Najważniejsze, żeby czuło się dobrze z samym sobą. Aby to osiągnąć mogę ci już teraz podpowiedzieć, od czego trzeba zacząć. Wierzyc w nie! Na przekór wszystkim i wszystkiemu ! Wbrew teoriom, które mówią ci, że tak jest uwarunkowane w genach, że jest to skutek jakichś anomalii struktury mózgu lub uszkodzeń okołoporodowych. 
Teorie te w czymś nas zamykają, odbierają nadzieję na zmianę. Nie wiem jak ty, ale ja zawsze czuje się wtedy, jak ktoś na dnie oceanu bez butli tlenowej. W ciemnym kącie, bez wyjścia. Zupełnie sama. Nie cierpię takiego stanu i mogę się założyć, że ty też. I możesz zacząć się wkurzać, obwiniać cały świat albo siebie samego. Albo tez użalać się nad sobą, smucić i siedzieć w szlafroku cały dzień. Rozumiem to. Masz prawo czuć, jak czujesz. Daj sobie czas na bycie smutnym, złym, ale wyznacz jakieś rozsądne tego granice, powiedzmy 3 dni, potem pomyśl, że będąc w tym czarnym dole dłużej, na pewno nie pomożesz swojemu dziecku. Ani sobie. Wiec zakasaj rękawy i do roboty! Czas działać, szukać wyjścia, bo gdzieś na pewno jest. Znajdziesz je. Dla niego i dla siebie. Jestem tego pewna. Też jestem rodzicem.